czwartek, 3 grudnia 2015

Rozdział 2~ " Why my heart is so broken?"

"Wstań, podejdź,  skocz, przestań oddychać,  żyj. Baw się, tańcz, zapomnij i walcz. Krzycz, przeklinaj, nie wybaczaj ,siej terror. Nie okazuj skruchy,  rań, wyłącz emocje,  bądź echem,  ukryj siebie."  - Z księgi zniszczenia autorstwa Lokiego Laufeysona.

Każdy nas ma chwile zwątpienia. Zazwyczaj ona mija po jakimś czasie, ale nie u mnie. Mam ją od dzieciństwa.  Nigdy nie potrafiłem sobie z nią poradzić i zawsze potrafiła mną zawładnąć. Kiedy chciałem okazać komuś uczcie pojawiała się ona i zadawała mi setkę pytań: "Czy na pewno ją kochasz?" "Chcesz poświęcić swoje życie dla kogoś takiego? "  Ona nie jest  ciebie warta" "Nie kocha cie. Tak naprawdę kocha Thora" "Daj sobie spokój". No i dawałem sobie spokój.  Zwyczajnie odpuszczałem. Dlaczego? Bo się bałem. Bałem się i to cholernie, że nikt nie jest w stanie mnie pokochać.  Nikt nie będzie chciał potwora, który nie wie jakie to uczucie być kochanym. Nigdy tego nie doświadczyłem i nie wiem jakie to uczucie. Chciałbym się zmienić i to bardzo,  ale nie mogę.  Coś w środku mnie krzyczy: "Jesteś 1000 razy lepszy od innych. Nie musisz nikogo słuchać.  Bądź panem własnego losu. Nie okazuj im słabości i  pokaż swoją siłę. Niech poczują co to ból. " Boje się tego głosu, ale on zapewnia mnie, że wszystko będzie dobrze. Daje mi poczucie siły i władzy. Pokazuje mi, że jestem potrzebny. Że nie jestem tylko zwykłym pionkiem w grze Odyna. Ten głos pozwala mi być chociaż raz kochanym. Większość swojego życia spędzam w cieniu. Przeważnie w cieniu Odyna lub Thora. Nigdy nie mogłem chociaż raz być na pierwszym miejscu. Zawsze byli tylko oni i oni. Nigdy ja. Skoro tak bardzo chcą być sami to proszę bardzo. Wychodzę tylnymi drzwiami, gdzie nikt mnie nie widzi i zmierzam do ogrodu- jedynego miejsca na całym wszechświecie, gdzie czuje się panem całego świata. Tam mam swój azyl i swoje własne królestwo. Biegnę szybko, żeby nikt mnie nie widział. Bolą mnie nogi, bo prawdę mówiąc nigdy nie byłem tak bardzo dobrze zbudowany,  jak mój braciszek i takie czynności mnie wykańczały. Sądziłem, że nigdy nie będzie mi to potrzebne,  a poza tym nie lubię robić z siebie kretyna i biegać jak kot z pęcherzem. Wole coś innego. Widzę swoje królestwo i świat zdaje się być lepszy. Wbiegam na trawę i padam na nią, rozkoszując się jej przyjemnym zapachem oraz niesamowitym kolorem. Krystalicznie czyste niebo, świecące słońce i przyjemna pogoda. Po co miałem się nudzić z tymi wapniakami, kiedy mam tutaj wszystko, co tak naprawdę liczy się dla mnie. Ciepły wiaterek sprawia, że chce mi się spać. Zamykam oczy i pozwalam zniknąć wszystkim przykrością, które mnie spotkały. Staje się niewidzialnym chociaż na moment.

Rozdział 1 ~ " no one can hear me screaming".

"Będę dobry, będę lepszy
I będę kochał świat tak, jak powinienem
Będę dobry, będę lepszy
Za wszystkie czasy, kiedy nie mogłem..."

* 3 miesiące później*

Zawsze zastanawiałem się co by było, gdybym się o tym nie dowiedział? Czy to by coś znaczyło?  Coś zmieniło?  Mniejsza z tym i tak czasu nie cofnę. Pozostało mi się z tym pogodzić. Minęły już 3 miesiące, a ja nadal czuje ten potworny ból.  Czuje też, że się zmieniłem.  Coś mrocznego we mnie siedzi. Trochę boje się tego, ale wiem też, że to daje mi siłę.  Pozostaje mi tylko zakładać maskę obojętności i złośliwości, choć wszystko we mnie krzyczy wołanie o pomoc. Dzisiaj jest wielkie obwieszczenie, które uczyni Thora władcą Asgardu, którym powinienem być ja. Ja!!! No cóż musze jeszcze nad tym popracować, ale myślę, że jeszcze trochę czasu i osiągnę zamierzony cel. Zabieram z łóżka swoją pelerynę, przyczepiam ją do swojego stroju i wychodzę z chytrym uśmieszkiem z pokoju. Skoro Odyn nie jest moim ojcem to mogę z czystym sumieniem mieć go gdzieś, ale moja matka. No właśnie... Ona nie zniosła by, gdybym zrobił coś złego. Ona jedyna widzi we mnie dobrą osobę i kocha mnie. Tylko przez nią czuje się w pełni kochany.
No i jest jeszcze ten mięśniak Thor... On jeszcze żywi do mnie pozytywne
uczucie. Do czasu...
Docieram do Auli Obrad i kończę swoje rozmyślania, by przybrać maskę obojętności. Pierwsze co widzę to duży tron Odyna i czuje w powietrzu coś ciężkiego? Ledwo zdążę się obrócić a coś dużego powala mnie na ziemie i dusi w morderczym uścisku. Od razu poznaje to... coś.
- Witam bracie!!! Jak ja cie długo nie widziałem.- Thor jak zwykle przesadnie zadowolony i pełny energii.
-Cześć... Bracie... Możesz ze mnie zejść? Dość mało to ty nie warzysz, a ja chce jeszcze pożyć-Uszczypliwie odpowiadam.
-Oh tak.- Wstaje ze mnie, bierze mnie za rękę i podnosi chyba z trzy metry do góry.  Taką ma siłę.
- Dziękuję.
-Loki... Nawet nie wiesz, jak bardzo za tobą tęskniłem. Ciesze się, że już jestem w domu i wreszcie mogę cię widzieć- Powiedział, poczym przytulił mnie miażdżąc mi przy okazji kręgosłup.
-Ja... też... tęskniłem... i... przy... okazji... nie... mogę... oddychać...
-Oh tak... Zapomniałem...-Puścił mnie ze swojego żelaznego uścisku, a ja przestałem mieć biało przed oczami.
- Witaj w domu... braciszku- Z wymuszonym uśmiechem na ustach spojrzałem mu w oczy.
-  Dobrze jest wrócić.  Choćmy już na nasze miejsce bo zaraz przyjdzie tata i się zacznie.
-Ta... zaraz przyjdzie Odyn najważniejsza gwiazda wieczoru- Sarkazm jak zwykle mnie nie opuszcza, a gdy słyszę jego imię od razu chce mi się wymiotować.
- Nie mów tak o nim Loki. On cię kocha. I to mocno. Jesteś jego synem, a moim bratem.-Thor był zawsze takim typem, że widział wszędzie same pozytywy i nie dopuszczał do siebie smutnej prawdy. Nie chciał by ktoś cierpiał. Chce zawsze,  żeby wszyscy byli szczęśliwi. Choć mam go przeważnie dość, to w moim zranionym sercu znajdzie się dla niego krztyna miłości.
- On mnie kocha?  Nic nie wiesz Thorze i lepiej, żeby tak zostało. A teraz pójdę zająć swoje należyte miejsce.  Z tyłu tronu, gdzie Odyn zawsze chciał, żebym był...- Nagle gaśnie mój uśmiech i wraca smutek. Dlaczego to wszystko potrafi  być takie okrutne?  Świat chyba mnie nienawidzi,  skoro dokłada mi tyle bólu. Musze się otrząsnąć i pokazać, że żaden Odyn nie może zburzyć mojego  spokoju. W przeciągu sekundy wraca mój fałszywy uśmiech i zostawiając Thora samego,  udaje się przed sam tron i wspinając się po schodach,  siadan na zasłużonym miejscu z nogami na oparciu i ze zwycięskim wyrazem twarzy. Chociaż raz mogę poczuć się szczęśliwym.
Czuje się teraz jak zwycięzca,  choć to nie potrwa zbyt długo.
-Loki!!! Co ty robisz na moim tronie??-Oho przyszła nasza "gwiazda"
-No a co się robi na tronie? Siedzi jak mniemam.
-Właśnie widzę. Złaź mi z tamtąd natychmiast.
-Nie sądzę, żebym zastosował się do twoich rozkazów.
-LOKI!!!!
-No dobrze niech ci będzie.  Ale wiedz Odynie, że jesteś sztywny i nie masz za grosz poczucia humoru- Wywracając oczami z szedłem z tronu i śmiejąc się sam do siebie.
-Nie waż się tak odzywać do swojego ojca Loki.
-NIE JESTEŚ MOIM OJCEM!!!-Krzyczę, zapominając, że patrzy się na tą scenę kilka tysięcy ludzi.
Ruszyło go to, co powiedziałem i więcej się nie odezwał. Zasiadł na swoim tronie i zaczęło się posiedzenie.

Prolog~ "Tortured Heart"

-Jesteś adoptowany.
Te dwa słowa wywołują u mnie tysiąc emocji na raz. Gniew, żal,  smutek,  rozgoryczenie i strach. Wiedziałem. Zawsze wiedziałem,  że jestem inny, że nie należę do tej rodziny. Odyn zawsze traktował Thora i mnie inaczej. Gdy Thor zawsze był tym lepszym bratem, dumą tatusia,  ja w tym czasie byłem tą czarną owcą. Tym niechcianym i nie akceptowanym. Potężne łzy cisną mi się do oczu , choć wiem, że nie powinienem płakać. Nie chce dać mu tej satysfakcji. Ale nie mogę. Właśnie pęka mi serce, choć coś we mnie się zmienia. W jednej chwili podejmuje decyzję o ucieczce do mojego pokoju i w jednej chwili biegnę w wyznaczonym przez siebie kierunku.  Biegne przez puste korytarze pałacu Odyna, łykając słone łzy. Wymijam zdziwionych strażników i zaciekawionych służących,  by uciec do jedynego miejsca na świecie, gdzie czuje się bezpiecznie. Jedyne czego chce to uciec przed tym wszystkim. Wbiegam do mojego i trzaskając drzwiami rzucam się na łóżko i płacze. Tylko to mi zostało. Płacz. Nie mogę zrozumieć dlaczego nie powiedzieli mi tego wcześniej?  Nie winie za to oczywiście mojej matki, która jest jedyną osobą czującą do mnie większe uczucia, niż odrazę. Winię za to Odyna. To jego wina. On nigdy mnie nie kochał. Od zawsze widziałem, jak na mnie patrzy. Nienawiść połączona z politowaniem. Jakbym był kimś obcym, jakimś dziwadłem.
-Dlaczego Odynie? Dlaczego?!?!?!?!- krzyczę bezsilnie w poduszkę, choć wiem, że mnie nie usłyszy. Ale to jest silniejsze ode mnie. Chcę jakoś odreagować swoją złość.
-Wiem, że mnie nienawidzisz, ale dlaczego mi to wyznałeś? Chciałeś, żebym cierpiał?  To teraz masz, co chciałeś.
Mam ochotę coś rozwalić, coś zniszczyć. Wstaję z łóżka i podchodzę do komody, gdzie stoi figurka ze szkła, którą dostałem od Odyna na urodziny i z całej siły ciskam nią o podłogę. Odłamki szkła fruwają po całym pokoju, niczym skrzydlate elfiki. Opadam na kolana, upadając na szkło i tłukę w nie z całej siły pięściami.  Nie ważne, że ranią mi skórę na rękach i sprawiają ogromny ból. To nic. Odyn sprawił mi 1000 razy większy ból. Moja krew, niczym rwąca rzeka spływa rzewnie na posadzkę, tworząc szkarłatne jeziorko, a kruczo-czarne włosy lśnią, mokre od potu. Coraz mocniej i mocniej walę pięściami w szkło z czystej bezsilności i złości. Z braku sił kładę się na to szkło,  otulony przez kurtynę własnej krwi i ogrzewany przez moje gorące,  wciąż spływające łzy. Nie wiem jak i kiedy, ale straciłem przytomność.  Chciałem uciec od tego bólu i udało mi się. Nic już nigdy nie będzie takie samo. Chcesz być ze mnie dumny Odynie? To będziesz. I to jeszcze jak.