"Wstań, podejdź, skocz, przestań oddychać, żyj. Baw się, tańcz, zapomnij i walcz. Krzycz, przeklinaj, nie wybaczaj ,siej terror. Nie okazuj skruchy, rań, wyłącz emocje, bądź echem, ukryj siebie." - Z księgi zniszczenia autorstwa Lokiego Laufeysona.
Każdy nas ma chwile zwątpienia. Zazwyczaj ona mija po jakimś czasie, ale nie u mnie. Mam ją od dzieciństwa. Nigdy nie potrafiłem sobie z nią poradzić i zawsze potrafiła mną zawładnąć. Kiedy chciałem okazać komuś uczcie pojawiała się ona i zadawała mi setkę pytań: "Czy na pewno ją kochasz?" "Chcesz poświęcić swoje życie dla kogoś takiego? " Ona nie jest ciebie warta" "Nie kocha cie. Tak naprawdę kocha Thora" "Daj sobie spokój". No i dawałem sobie spokój. Zwyczajnie odpuszczałem. Dlaczego? Bo się bałem. Bałem się i to cholernie, że nikt nie jest w stanie mnie pokochać. Nikt nie będzie chciał potwora, który nie wie jakie to uczucie być kochanym. Nigdy tego nie doświadczyłem i nie wiem jakie to uczucie. Chciałbym się zmienić i to bardzo, ale nie mogę. Coś w środku mnie krzyczy: "Jesteś 1000 razy lepszy od innych. Nie musisz nikogo słuchać. Bądź panem własnego losu. Nie okazuj im słabości i pokaż swoją siłę. Niech poczują co to ból. " Boje się tego głosu, ale on zapewnia mnie, że wszystko będzie dobrze. Daje mi poczucie siły i władzy. Pokazuje mi, że jestem potrzebny. Że nie jestem tylko zwykłym pionkiem w grze Odyna. Ten głos pozwala mi być chociaż raz kochanym. Większość swojego życia spędzam w cieniu. Przeważnie w cieniu Odyna lub Thora. Nigdy nie mogłem chociaż raz być na pierwszym miejscu. Zawsze byli tylko oni i oni. Nigdy ja. Skoro tak bardzo chcą być sami to proszę bardzo. Wychodzę tylnymi drzwiami, gdzie nikt mnie nie widzi i zmierzam do ogrodu- jedynego miejsca na całym wszechświecie, gdzie czuje się panem całego świata. Tam mam swój azyl i swoje własne królestwo. Biegnę szybko, żeby nikt mnie nie widział. Bolą mnie nogi, bo prawdę mówiąc nigdy nie byłem tak bardzo dobrze zbudowany, jak mój braciszek i takie czynności mnie wykańczały. Sądziłem, że nigdy nie będzie mi to potrzebne, a poza tym nie lubię robić z siebie kretyna i biegać jak kot z pęcherzem. Wole coś innego. Widzę swoje królestwo i świat zdaje się być lepszy. Wbiegam na trawę i padam na nią, rozkoszując się jej przyjemnym zapachem oraz niesamowitym kolorem. Krystalicznie czyste niebo, świecące słońce i przyjemna pogoda. Po co miałem się nudzić z tymi wapniakami, kiedy mam tutaj wszystko, co tak naprawdę liczy się dla mnie. Ciepły wiaterek sprawia, że chce mi się spać. Zamykam oczy i pozwalam zniknąć wszystkim przykrością, które mnie spotkały. Staje się niewidzialnym chociaż na moment.