-Jesteś adoptowany.
Te dwa słowa wywołują u mnie tysiąc emocji na raz. Gniew, żal, smutek, rozgoryczenie i strach. Wiedziałem. Zawsze wiedziałem, że jestem inny, że nie należę do tej rodziny. Odyn zawsze traktował Thora i mnie inaczej. Gdy Thor zawsze był tym lepszym bratem, dumą tatusia, ja w tym czasie byłem tą czarną owcą. Tym niechcianym i nie akceptowanym. Potężne łzy cisną mi się do oczu , choć wiem, że nie powinienem płakać. Nie chce dać mu tej satysfakcji. Ale nie mogę. Właśnie pęka mi serce, choć coś we mnie się zmienia. W jednej chwili podejmuje decyzję o ucieczce do mojego pokoju i w jednej chwili biegnę w wyznaczonym przez siebie kierunku. Biegne przez puste korytarze pałacu Odyna, łykając słone łzy. Wymijam zdziwionych strażników i zaciekawionych służących, by uciec do jedynego miejsca na świecie, gdzie czuje się bezpiecznie. Jedyne czego chce to uciec przed tym wszystkim. Wbiegam do mojego i trzaskając drzwiami rzucam się na łóżko i płacze. Tylko to mi zostało. Płacz. Nie mogę zrozumieć dlaczego nie powiedzieli mi tego wcześniej? Nie winie za to oczywiście mojej matki, która jest jedyną osobą czującą do mnie większe uczucia, niż odrazę. Winię za to Odyna. To jego wina. On nigdy mnie nie kochał. Od zawsze widziałem, jak na mnie patrzy. Nienawiść połączona z politowaniem. Jakbym był kimś obcym, jakimś dziwadłem.
-Dlaczego Odynie? Dlaczego?!?!?!?!- krzyczę bezsilnie w poduszkę, choć wiem, że mnie nie usłyszy. Ale to jest silniejsze ode mnie. Chcę jakoś odreagować swoją złość.
-Wiem, że mnie nienawidzisz, ale dlaczego mi to wyznałeś? Chciałeś, żebym cierpiał? To teraz masz, co chciałeś.
Mam ochotę coś rozwalić, coś zniszczyć. Wstaję z łóżka i podchodzę do komody, gdzie stoi figurka ze szkła, którą dostałem od Odyna na urodziny i z całej siły ciskam nią o podłogę. Odłamki szkła fruwają po całym pokoju, niczym skrzydlate elfiki. Opadam na kolana, upadając na szkło i tłukę w nie z całej siły pięściami. Nie ważne, że ranią mi skórę na rękach i sprawiają ogromny ból. To nic. Odyn sprawił mi 1000 razy większy ból. Moja krew, niczym rwąca rzeka spływa rzewnie na posadzkę, tworząc szkarłatne jeziorko, a kruczo-czarne włosy lśnią, mokre od potu. Coraz mocniej i mocniej walę pięściami w szkło z czystej bezsilności i złości. Z braku sił kładę się na to szkło, otulony przez kurtynę własnej krwi i ogrzewany przez moje gorące, wciąż spływające łzy. Nie wiem jak i kiedy, ale straciłem przytomność. Chciałem uciec od tego bólu i udało mi się. Nic już nigdy nie będzie takie samo. Chcesz być ze mnie dumny Odynie? To będziesz. I to jeszcze jak.
czwartek, 3 grudnia 2015
Prolog~ "Tortured Heart"
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz