czwartek, 3 grudnia 2015

Rozdział 1 ~ " no one can hear me screaming".

"Będę dobry, będę lepszy
I będę kochał świat tak, jak powinienem
Będę dobry, będę lepszy
Za wszystkie czasy, kiedy nie mogłem..."

* 3 miesiące później*

Zawsze zastanawiałem się co by było, gdybym się o tym nie dowiedział? Czy to by coś znaczyło?  Coś zmieniło?  Mniejsza z tym i tak czasu nie cofnę. Pozostało mi się z tym pogodzić. Minęły już 3 miesiące, a ja nadal czuje ten potworny ból.  Czuje też, że się zmieniłem.  Coś mrocznego we mnie siedzi. Trochę boje się tego, ale wiem też, że to daje mi siłę.  Pozostaje mi tylko zakładać maskę obojętności i złośliwości, choć wszystko we mnie krzyczy wołanie o pomoc. Dzisiaj jest wielkie obwieszczenie, które uczyni Thora władcą Asgardu, którym powinienem być ja. Ja!!! No cóż musze jeszcze nad tym popracować, ale myślę, że jeszcze trochę czasu i osiągnę zamierzony cel. Zabieram z łóżka swoją pelerynę, przyczepiam ją do swojego stroju i wychodzę z chytrym uśmieszkiem z pokoju. Skoro Odyn nie jest moim ojcem to mogę z czystym sumieniem mieć go gdzieś, ale moja matka. No właśnie... Ona nie zniosła by, gdybym zrobił coś złego. Ona jedyna widzi we mnie dobrą osobę i kocha mnie. Tylko przez nią czuje się w pełni kochany.
No i jest jeszcze ten mięśniak Thor... On jeszcze żywi do mnie pozytywne
uczucie. Do czasu...
Docieram do Auli Obrad i kończę swoje rozmyślania, by przybrać maskę obojętności. Pierwsze co widzę to duży tron Odyna i czuje w powietrzu coś ciężkiego? Ledwo zdążę się obrócić a coś dużego powala mnie na ziemie i dusi w morderczym uścisku. Od razu poznaje to... coś.
- Witam bracie!!! Jak ja cie długo nie widziałem.- Thor jak zwykle przesadnie zadowolony i pełny energii.
-Cześć... Bracie... Możesz ze mnie zejść? Dość mało to ty nie warzysz, a ja chce jeszcze pożyć-Uszczypliwie odpowiadam.
-Oh tak.- Wstaje ze mnie, bierze mnie za rękę i podnosi chyba z trzy metry do góry.  Taką ma siłę.
- Dziękuję.
-Loki... Nawet nie wiesz, jak bardzo za tobą tęskniłem. Ciesze się, że już jestem w domu i wreszcie mogę cię widzieć- Powiedział, poczym przytulił mnie miażdżąc mi przy okazji kręgosłup.
-Ja... też... tęskniłem... i... przy... okazji... nie... mogę... oddychać...
-Oh tak... Zapomniałem...-Puścił mnie ze swojego żelaznego uścisku, a ja przestałem mieć biało przed oczami.
- Witaj w domu... braciszku- Z wymuszonym uśmiechem na ustach spojrzałem mu w oczy.
-  Dobrze jest wrócić.  Choćmy już na nasze miejsce bo zaraz przyjdzie tata i się zacznie.
-Ta... zaraz przyjdzie Odyn najważniejsza gwiazda wieczoru- Sarkazm jak zwykle mnie nie opuszcza, a gdy słyszę jego imię od razu chce mi się wymiotować.
- Nie mów tak o nim Loki. On cię kocha. I to mocno. Jesteś jego synem, a moim bratem.-Thor był zawsze takim typem, że widział wszędzie same pozytywy i nie dopuszczał do siebie smutnej prawdy. Nie chciał by ktoś cierpiał. Chce zawsze,  żeby wszyscy byli szczęśliwi. Choć mam go przeważnie dość, to w moim zranionym sercu znajdzie się dla niego krztyna miłości.
- On mnie kocha?  Nic nie wiesz Thorze i lepiej, żeby tak zostało. A teraz pójdę zająć swoje należyte miejsce.  Z tyłu tronu, gdzie Odyn zawsze chciał, żebym był...- Nagle gaśnie mój uśmiech i wraca smutek. Dlaczego to wszystko potrafi  być takie okrutne?  Świat chyba mnie nienawidzi,  skoro dokłada mi tyle bólu. Musze się otrząsnąć i pokazać, że żaden Odyn nie może zburzyć mojego  spokoju. W przeciągu sekundy wraca mój fałszywy uśmiech i zostawiając Thora samego,  udaje się przed sam tron i wspinając się po schodach,  siadan na zasłużonym miejscu z nogami na oparciu i ze zwycięskim wyrazem twarzy. Chociaż raz mogę poczuć się szczęśliwym.
Czuje się teraz jak zwycięzca,  choć to nie potrwa zbyt długo.
-Loki!!! Co ty robisz na moim tronie??-Oho przyszła nasza "gwiazda"
-No a co się robi na tronie? Siedzi jak mniemam.
-Właśnie widzę. Złaź mi z tamtąd natychmiast.
-Nie sądzę, żebym zastosował się do twoich rozkazów.
-LOKI!!!!
-No dobrze niech ci będzie.  Ale wiedz Odynie, że jesteś sztywny i nie masz za grosz poczucia humoru- Wywracając oczami z szedłem z tronu i śmiejąc się sam do siebie.
-Nie waż się tak odzywać do swojego ojca Loki.
-NIE JESTEŚ MOIM OJCEM!!!-Krzyczę, zapominając, że patrzy się na tą scenę kilka tysięcy ludzi.
Ruszyło go to, co powiedziałem i więcej się nie odezwał. Zasiadł na swoim tronie i zaczęło się posiedzenie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz